czwartek, 29 października 2009

Los Granadiands -"Ningun Hombre Ha Llegado Jamas"




Okey. „Los Granadians” to wg. mnie jedna z najbardziej zadziwiających, niezwykłych a zarazem ekstrawaganckich kapel, jakie, w tej chwili, w branży zwanej „skinhead reggae” sobie pogrywają. Muzyka dziwna, imidż dziwny, otoczka dziwna. Wszystko dziwne, ale jest w tym coś takiego, że nie można przestać słuchać tego dziwnego reggae. Trudno to wytłumaczyć. Może to andaluzyjska krew powoduje, że reggae w wykonaniu „Granadians” nabiera indywidualnych, wyjątkowych kształtów…W każdym razie, kto słyszał ten zrozumie:). Kto nie słyszał, czas poznać, a najlepiej zacząć od ostatniej płyty pt. „Donde Ningun Hombre Ha Llegado Jamas” wydanej przez Liquidator Music pod koniec 2008 roku. To dopiero drugi długogrający krążek w dyskografii grupy po „El Temperamental Sonido de Los Granadians' vol 1. Na drugą płytę trzeba było czekać aż 4 lata, ale, zapewniam, warto było!

Utwór promujący płytę „La Chica Mas Dulce” po prostu powala na kolana.. Wpadająca w ucho melodia, charakterystyczny rytm gitary i hammondów i mamy murowany hit na każdą sobotnią dyskotekęJ . Reszta z pozostałych dziesięciu utworów trzyma równy wysoki poziom. Mamy rewelacyjny soulowy numer „En La Nueva Orbita”, który na poczekaniu kojarzy się z dorobkiem legendarnych The Mohawks. Rewelacyjne naśladownictwo! Raz tempo wolniejsze (De Jame Intertarlo), raz szybsze (La Fiebre), całość jednak trzyma się kupy. Być może to zasługa Teddego Garcii, genialnego klawiszowa Granadiansów, którego umiejętności można podziwiać w każdym kawałku. Ten facet zna się na rzeczy. Dowodem na to jest ostatnio kawałek na płycie pt.”!Granadissimo!!”. Killer instrumental cut to „La Chica Mas Dulce”, jakby to określili znawcy tematu:). No cóż, Teddy Garcia wydaje się być następnym wcieleniem Glena Adamsa:)

Płyta wyszła „Granadiasnom” extra, co nie dziwi bo panowie znają się na rzeczy i uwielbiani są przez fanów na całym świecie. No, prawie… Mam wrażenie, że w Polsce ich muzyka jest niedoceniana. Właściwie nie wiadomo, czemu. Fakt, śpiewają tylko po hiszpańsku. To może zniechęcać, jak ktoś nie zna języka ( mnie nie zniechęca:), lecz ich muzyka jest na tyle lekka, łatwa i przyjemna, że język nie powinien być przeszkodą w odbiorze. Wydaje się, że ta wspomniana przeze mnie na wstępie „ dziwność” kapeli nie wciąga Polaków w specyficzny klimat tej kapeli, a wręcz odpycha. Swego czasu przez moment przyszedł mi do głowy pomysł, żeby „Los Granadians” ściągnąć do Warszawy na koncert. Śmialiśmy się wtedy z Madame C., że na koncert przyszły by 4 osoby plus Stępel;). Koncertu nie organizujemy, bo boimy się przekonać się czy to nie byłaby czasem prawda, hehe. W każdym razie płyta na 5. Wracam do słuchania.

PS. Na stronie Myspace zespołu można odsłuchać 10 utworów z tej płyty, Czyli wszystkie oprócz „!Granadissimo!!”. Słabo?


2 komentarze:

  1. Róbta koncert róbta!
    Skandaljero uuu-uuuu....

    OdpowiedzUsuń
  2. Granadiansi Miszcze! Jaram się nimi niesamowicie choć fakt faktem wielu ludzikom trudno zrozumieć dlaczego :)
    Właśnie czekam na paczkę z LP "Ningun Hombre..." "El Temperamental Sonido" i "Space is Differend" już mam w kolekcji (wiem bezczelnie się chwalę:) Wogóle produkcje z Liquidatora to dla mnie cud, miód i orzeszki :)

    róbcie koncert! :) jak nie granadiansów to chociaż Flight 404 :D

    Pozdrawiam
    (pan_)smith

    OdpowiedzUsuń